Hi!
Co tam u was? U mnie chill od rana. Uwielbiam takie dni kiedy mogę leżeć z herbatą, ze słuchawkami na uszach oraz książką w rękach. Niedawno sięgnęłam po "Gwiazd Naszych Wina", John'a Green'a. Oglądałam już film, ale moje wujostwo postanowiło kupić mi książkę, kiedy leżałam w szpitalu (ach, jedzenia nie mogłam ruszać, więc co innego można kupić?). Ucieszyłam się, lubię czytać książki. "Gwiazd Naszych Wina" jest popularną powieścią, co głównie dlatego zniechęcało mnie do przeczytaniu chociażby fragmentu. Po prostu o tej książce mówiono za dużo, tak samo z filmem (film to było moje zadanie domowe, głównie dlatego go obejrzałam). Chociaż na początku nie chętnie zabierałam się do czytania, po jakimś czasie naprawdę się wciągnęłam. Podoba mi się to, że bohaterowie nie narzekają na swoją chorobę, nie myślą "dlaczego ja?!", tylko próbują wykorzystać jak najwięcej czasu jaki im pozostał, przeżyć jak najpiękniejsze chwile i żyć długo. Green pokazuje nam prawdziwą miłość. Augustus oraz Hazel akceptują siebie w najtrudniejszych chwilach (szczególnie można to zobaczyć, kiedy Hazel znajduje Gusa w swoich wymiocinach..). Po prostu coś pięknego.
Książka napisana wspaniałym językiem. Z nutą humoru, nawet czarnego. Prawie łzy mi poleciały, kiedy Isaac oraz Hazel wygłaszali swoje mowy na przed-pogrzebie Augustus'a.
Chociaż na początku byłam źle nastawiona na "Gwiazd Naszych Wina", jestem bardzo zadowolona, że to przeczytałam. Polecam wszystkim, którzy jeszcze tego nie przeczytali oraz tym którzy tak samo jak ja, byli zniechęceni!
Wikson

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz